Nowa odsłona wiosenno-letnia
W takie upały nikomu się nic nie chce, a jeśli już zachce, to jednak byłoby dobrze, żeby z tego chcenia wyszło coś dobrego. Strawnego. Przeglądam co jakiś czas zdjęcia, które popełniłem od ostatniej aktualizacji (wstyd się przyznać, ale to wczesny kwiecień) i nie bardzo mam się czym pochwalić. Mało udane próby tokowiskowo-widowiskowe w batalionach, a później już praktycznie wstęp do lata i towarzystwo rozeszło się po dziuplach, gniazdach, lęgo i legowiskach, a tutaj przeszkadzać zwierzętom nie można, zwłaszcza ptakom, bo ingerencja w ich domowe środowisko może skończyć się fatalnie i mam na to dowody. Ale może od początku.
Włączyłem się z późną wiosną w projekt ochrony i monitoringu miejsc lęgowych kraski. Jako, że mieszkam w zagłębiu kraskowym i mam wiele sąsiadek wśród tych najpiękniejszych z polskich ptaków, zajęcie się tym tematem nie było dla mnie uciążliwe. Monitoring zajętych rewirów i dziupli mogę przeprowadzać nawet na rowerze. Oczywiście w bliskim zasięgu. Do dalszych stanowisk samochód był niezbędny. Zajęcie dziupli przez ptaki powinno jednak powodować wzmożenie ostrożności, a już na pewno unikanie bliskości newralgicznego miejsca, jakim jest dziupla. Dlatego nie znajdziecie w moich odsłonach zdjęć ptaków wchodzących do dziupli. Wszystkie fotografie robione są na otwartej przestrzeni, z dróg publicznych i nigdy z ukrycia. Nie w przypadku kraski.
Jeżeli populacje szacuje się w kraju na 30-40 par lęgowych, zaburzanie okresu lęgowego poprzez budowanie ukryć w okolicy dziupli, to jawny grzech. Kraska widzi nowe zjawisko i nie karmi młodych. Dwie godziny wystarczą, aby młode się odwodniły. Mam potwierdzone przypadki opuszczenia dwóch dziupli w wyniku ingerencji „fotografików” chcących zbliżyć się do ptaków. Sam robię zdjęcia i wiem, że niektórzy nie uznają żadnej granicy przyzwoitości. Wczoraj dokonywaliśmy oceny lęgów i niestety, otwory, przy których byli „fotograficy” są puste i pokryte pajęczynami. Od miejscowych wiem, że ptaki już na drugi dzień opuściły swoje młode. Co się później z nimi dzieje? Reszty dokonują kuny i koty, które bardzo łatwo namierzają aktywne dziuple i piszczące pisklęta. Jeśli nie w tym momencie, to przyciąga je zapach rozkładających się niebieskich zwłok. Środowisko fotograficzne zarzuci mi, że to nieprawda, ale potwierdzam to z całą stanowczością – najgorszy jest człowiek, a smutne dodatkowo to, że to człowiek, który mieni się miłośnikiem przyrody. Słyszałem wczoraj wręcz o przypadku rozrąbania dziupli od góry tylko po to, aby zrobić zdjęcie pisklętom w gnieździe.
Jak z tym walczyć? Na zmianę prawa czekać nie można, bo za nim to nastąpi kraski już nie będzie. Kto sprzedaje takie miejscówki, jeśli ludzie z drugiego końca polski podjeżdżają bezpośrednio gablotami pod dziuplę? Skąd wiedzą o stanowiskach? Tym, którzy je sprzedali, tym barbarzyńcom mówię – jesteście tacy sami. Sporo emocji, ale strata choćby jednego lęgu spowodowana przez człowieka, w tak niewielkiej populacji, to jawne skurwysyństwo. Wyścig do jeszcze lepszych zdjęć, dla kogo? Dla forum internetowego? Szczypnięcie w dupę kolegów? Zrobiłem lepsze? W podpisie po zdjęciem proponuję dopiszcie „zabiłem czworo piskląt”. I tyle. Sezon lęgowy za nami. Ile ich wróci na Kurpie? Zweryfikujemy za rok. Żeby nie było tak jak w innych rejonach kraju, gdzie kraski już nie ma, a ostatnie dziuple zadeptują wycieczki oprowadzane przez zawodowych ornitologów, bo i takie przypadki znam. Gotowy jestem na polemikę i wymianę poglądów, jeśli ktoś chce, może mi nawtykać na emaila albo w Księdze Gości!!!
Z rzeczy może bardziej przyjemnych. Doczekałem się własnego oczka wodnego i mam w upały prywatny wodopój dla całej okolicznej ferajny: kopciuszków, sikorek, makolągw, srok i stada bandytów (tak pieszczotliwie nazywam wróble - zawsze wpadają całą zgrają). Prze kilka tygodni, gościłem pod swoimi jeszcze młodymi jałowcami i tujami młodego zajączka, który ukrył się za moim płotem przed okolicznymi psami. Pukałem się w czoło, gdy żona wyłożyła mu marchewkę, Mówiłem jej, że szkodnik ma tyle smakowitego ziela. Na drugi jednak dzień, koleś zostawił z marchwi jedynie dupkę. Musiałem wszystko odszczekać. Kobiety miewają rację!
W międzyczasie byłem na koncercie AC/DC. Wiem, związek z Biebrzą i przyrodą niewielki, ale po ubiegłorocznym U2 w Chorzowie, to moje największe marzenie muzyczne. Widowisko wspaniałe. A muzyka? Odkryłem pewną relację. Jak jeżdżę przez Carski Trakt i słucham w samochodzie AC/DC lub Sex Pistols, to widuję więcej łosi. Myślę, że biebrzańskie łosie lubią ten rodzaj muzyczki. Proszę się nie zżymać, tylko wtedy to słychać, gdy otworzę drzwi od auta. A wówczas wszystkie do mnie lecą, chociaż w tym roku, to chyba „ślepaki” bardziej polubiły czadzik, bo otwarcie drzwi na bagnie to istne samobójstwo.
P.S. w mojej nowej odsłonie trochę zdjęć robionych koło domu. Kraski mnie mocno zaangażowały czasowo i wyjazdy na bagna były sporadyczne. Czasem się wyrwę na szczupaczka….
Pozdrawiam i przepraszam za brzydkie słowa M. Syguła